Córka i ojciec na jednej scenie, czyli koncert Zosi Imieli i Konrada Imieli

Wyjątkowy – takim przymiotnikiem można określić koncert Zosi Imieli i Konrada Imieli, który odbył się w sobotę 8 sierpnia w Klubokawiarni Mleczarnia we Wrocławiu. Mieliśmy przyjemność wysłuchać dwunastu autorskich ballad córki i ojca.

Wydarzenie miało miejsce w piwnicy Mleczarni, gdzie już od godziny 19.00 schodziły się osoby chcące posłuchać rodzinnego duetu. Koncert rozpoczął się z około dwudziestominutowym opóźnieniem, a zakończył gromkimi brawami i bisem.

Konrad Imiela (zdj. Ewa Mikuła)Konrad Imiela (zdj. Ewa Mikuła)
Autorskie kompozycje

Podczas imprezy poznaliśmy twórczość osiemnastoletniej córki Konrada Imieli, która zaprezentowała nam siedem swoich utworów. Dziewczyna nie tylko śpiewała, ale też grała na klawiszach i gitarze basowej. Młoda uczennica wrocławskiej szkoły muzycznej pokazała nam się jako utalentowana osoba z jeszcze niewyrobionym zbytnio głosem. Trzeba jednak zaznaczyć, że w głosie tym tkwi duży potencjał i wierzymy, że jeśli Zosia Imiela będzie go nadal ćwiczyć, to w niedługim czasie będziemy walczyć o bilety na koncerty z jej udziałem.
Warto także zwrócić uwagę na śpiewane przez artystkę teksty piosenek – mimo młodego wieku wokalistki nie słuchaliśmy mało przekonujących wersów, ale sensownych, uczuciowych i niosących z sobą pewny przekaz kompozycji.

Pięć z dwunastu ballad było autorstwa Konrada Imieli, który nie tylko śpiewał i grał, ale też zapowiadał kolejne utwory. Przy bardzo młodej córce dało się zauważyć przewagę taty – doświadczenie sceniczne artysty odznaczało się na tle dopiero zaczynającej swoją karierę dziewczyny. Charyzmatyczny artysta zachwycał publiczność, szczególne brawa zabrzmiały po zaśpiewaniu przez niego ballady „Południem”.

Niezastąpiony konferansjer

Niespodzianką okazał się udział w koncercie konferansjera, w którego rolę wcielił się, znany nam m.in. z występu w spektaklu „Rat Pack, czyli Sinatra z kolegami” (zob. TUTAJ!), Marek Kocot. Aktor w sposób zabawny i niezwykle przyjemny wprowadził nas w atmosferę koncertu. Opowiadał anegdoty z życia Konrada Imieli i swojego, doskonale żonglując historiami, dotyczącymi ich studenckiego życia. Narracja Marka Kocota różniła się od charakteru koncertu. O ile wydarzenie muzyczne miało nastrój raczej spokojny, nostalgiczny, o tyle wystąpienia konferansjera były energiczne, a na pewno powodowały ożywienie wśród publiczności. Trzeba przyznać, że bez udziału Marka Kocota impreza miałaby inny wydźwięk; byłaby nieco uboższa.

Wydarzenie, którego byliśmy świadkami budziło wiele pozytywnych emocji w tym szacunek dla obojga artystów za odwagę wystąpienia razem na scenie. Było to przeżycie dość intymne, wyrażające się w zetknięciu dwóch światów: ojca i córki, doświadczenia i początku. Jak powiedział Marek Kocot sytuacja ta to pewnego rodzaju „rytuał przejścia”, kiedy ojciec i córka stają się partnerami. Będąc uczestnikami tego rytuału, nie zawiedliśmy się. Przeciwnie – zachwyciliśmy się wysokim, zawodowym poziomem występu Zosi Imieli i Konrada Imieli.

Barbara Jasińska