Subtelna magia brzmienia i wdzięk

W sobotę 29 października w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławi odbył się koncert zatytułowany W stronę Ciszy. Podczas tego wydarzenia mogliśmy usłyszeć utwory aż z trzech epok, tj. klasycyzmu, impresjonizmu oraz XX wieku, co wpłynęło na urozmaicenie repertuaru, a wykonane kompozycje świetnie się uzupełniały. Na scenie pokazali się znakomici artyści: światowej sławy harfistka Marie-Pierre Langlamet oraz znakomity francuski flecista Julien Beaudiment, którym towarzyszyła Orkiestra Kameralna Leopoldinum pod batutą Hartmut Rhode’a .

Przekrój epok

W programie znalazły się dwa nietypowe dla twórczości W.A. Mozarta utwory. Pierwszy otwierający wieczór to Andante KV 315 i Rondo KV Anh. 184 na flet i orkiestrę, zaś utworem zamykającym był Koncert C-dur na flet i harfę KV 299, napisany w Paryżu w 1778 roku. Niewiele jest w twórczości Mozarta kompozycji na flet, ponieważ kompozytor nie był miłośnikiem tego instrumentu, a wręcz go nie lubił. Stronił więc od pisania jakichkolwiek  tego typu kompozycji. Ze względu jednak na dobre warunki finansowe Mozart zdecydował się przyjąć zamówienie od lekarza, melomana Ferdinanda Dejeana. W czasach Mozarta flet nie był jeszcze tak popularnym instrumentem, a muzycy grający na nim byli bardzo często amatorami. Stąd może tak silna awersja kompozytora do fletu.
W Andante, partia orkiestry jest całkowicie podporządkowana soliście, natomiast Rondo stanowi transkrypcję utworu skrzypcowego KV 373. Jest to dość nietypowe instrumentarium dla Mozarta, tak samo jak w kompozycji wykonanej w drugiej części wieczoru

Drugim wykonanym utworem było Adagio na smyczki bardzo mało znanego i tragicznie zmarłego w młodym wieku belgijskiego kompozytora Guillaume Lekeu. Utwór przeznaczony jest na skrzypce, altówkę i wiolonczelę solo, którym towarzyszy orkiestra podzielona na czworo skrzypiec, dwie altówki dwie wiolonczele i kontrabas. Zaskakujące są rozwiązania techniczne i metrorytmiczne jakie zastosował tutaj kompozytor (choćby zmieniające się co takt metrum, albo zastosowanie metrum 5/4), są one bowiem dalekie od muzyki romantyzmu, znacznie przekraczają tę epokę, sięgając już wręcz do języka muzycznego jaki możemy spotkać w XX wieku.

Fot. 1  Guillaume LekeuFot. 1 Guillaume Lekeu

Kolejną kompozycją koncertu był Danse sacre et Profane na harfę i orkiestrę Clauda Debussy’ego. Są to dwa tańce, choć nie różnią się one tak bardzo od siebie jak mógłby na to wskazywać tytuł dzieła. Pierwszy dedykowany sferze „sacrum” jest może bardziej spokojny w nastroju, drugi zaś bardziej żywy, a partia harfy prowadzi tam intensywniejszy dialog ze smyczkami. W całym dziele obecna jest harmonika i nastrój typowe dla Debussy’ego czyli liczne „plamy barwne”, operowanie kolorem dźwięku, liczne paralelizmy harmoniczne, duża nastrojowość i subtelność. Kompozytor tworzył ten utwór w czasie powstawania poematu „La mer” stąd wielu badaczy upatruje się tu powiązań tych dwóch kompozycji.

Magia brzmienia

Oprócz doboru samego repertuaru zachwycić mogło nas też samo wykonanie programu a także piękno, głębia i różnorodność brzmienia jakie usłyszeliśmy. Wspaniali artyści zdecydowanie nie zawiedli naszych oczekiwań.
Pierwsze wykonane dzieło Mozarta pełne było blasku, wdzięku i radości. Znakomity flecista, jakim jest Julien Beaudiment, pokazał wielki kunszt techniczny i niesamowitą sprawność z jaką porusza się na tym jakże pięknym i delikatnym instrumencie. Jego liczne pasaże, przebiegi, tryle, były lekkie i błyskotliwe. Wspaniale korespondował on z Orkiestrą Leopoldinum, wykazał wielką radość podczas gry.
Cały nastrój drugiej kompozycji był bardzo głęboki, zaskakujący, wręcz „nieziemski”. Orkiestra przekazała publiczności wiele emocji i barwy brzmienia. Partie basowe, a więc wiolonczele i kontrabas, przykuły uwagę swoją głębią brzmienia. Jedyne „zastrzeżenie”, w moim odczuciu, budziła solowa partia skrzypiec, gdzie wystąpiło ciut za duże wibrato, co mogło trochę zakłócić spokój brzmienia utworu.

Fot. 2 Julien BeaudimentFot. 2 Julien Beaudiment

Kreacja stworzona przez harfistkę Marie-Pierre Langlamet w trzeciej wykonanej kompozycji, była warta podziwu i wielkiego uznania. Pięknie wykonane tańce Debussy’ego pełne były magii, uroku i perfekcji wykonania. Ten jeden z ulubionych instrumentów Debussy’ego świetnie oddał nastrój kompozycji. Harfistka oczarowała nas różnorodnością brzmienia, błyskotliwymi przebiegami, pasażami.
Małym rozczarowaniem okazał się dla mnie Koncert C-dur wykonany w drugiej części wieczoru. Dialog pomiędzy fletem a harfą był bardzo ciekawy, oboje artyści po raz kolejny pokazali kunszt wykonania, jednakże kontakt solistów z orkiestrą nie był tak dobry. Czasem zdarzały się pewne nierówności, samo tutti orkiestry nie zawsze też było „jednolite”. Czegoś brakowało w tym wykonaniu, jakby artyści nie do końca potrafili znaleźć wspólnego języka.

Fot. 3 Marie Pierre LanglametFot. 3 Marie Pierre Langlamet

„Trudna” publiczność

Sobotni koncert uważam za naprawdę godny polecenia. Wirtuozeria artystów, a także cały nastrój koncertu, tak magiczny, ulotny i barwny pozostawiły wspaniałe wrażenie. Można by jedynie oczekiwać trochę więcej radości wykonania Orkiestry Leopoldinum.
Problemem, który już po raz kolejny zauważyłam, jest jednak sama dość „trudna” publiczność. Odkąd powstało Forum Muzyki na koncerty zaczęło uczęszczać coraz więcej osób (to zdecydowany plus). Nie zawsze jednak są to „doświadczeni” melomani, którzy wiedzą jak się zachować na koncercie, aby okazać artystom odpowiedni szacunek i uwagę. Liczne rozmowy prowadzone podczas koncertu, wstawanie z miejsca, komentowanie, czy nawet brak brawa, zdecydowanie przeszkadzają w odbiorze koncertu. Miejmy jednak nadzieje, że z czasem takich zachowań będzie coraz mniej.

Idalia Roberta Kurowska