Trubadur pokonany – premiera w Operze Wrocławskiej

W piątek 16 grudnia, podczas weekendu Zamknięcia Europejskiej Stolicy Kultury, odbyła się pierwsza premiera sezonu artystycznego w Operze Wrocławskiej. Był to jednocześnie debiut nowego dyrektora Opery i jego zespołu. Spektakl przygotowany został we współpracy z Łotewską Operą Narodową.

Wieczorem w Operze Wrocławskiej zgromadziła się publiczność i dziennikarze ciekawi nowej realizacji, otwierającej sezon artystyczny 2016/2017. Zainteresowanie potęgował fakt, że była to pierwsza premiera przygotowana przez przez nowego dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, który objął swoje stanowisko we wrześniu.

Fot. 1 "Trubadur" - Opera WrocławskaFot. 1 "Trubadur" - Opera Wrocławska

Wrocław kocha Panią za to co zrobiła pani dla Opery Wrocławskiej i miasta

Zanim odsłonięto kurtynę i rozpoczął się spektakl doradca Prezydenta Andrzeja Dudy Tadeusz Deszkiewicz wręczył byłej dyrektor Opery Wrocławskiej Ewie Michnik specjalne odznaczenie honorowe, tj. Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju polskiej muzyki poważnej, osiągnięcia w pracy twórczej i promowanie polskiej kultury. Podziękowania złożyli również Jerzy Michalak, członek zarządu Województwa Dolnośląskiego oraz wiceprezydent Wrocławia Adam Grehl. Odczytane zostały również listy od Prezydenta i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Fot. 2 "Trubadur" - Opera WrocławskaFot. 2 "Trubadur" - Opera Wrocławska

Ze średniowiecznej Hiszpanii na Łotwę z pierwszej wojny światowej

Po oficjalnej części rozpoczęło się przedstawienie. Reżyser Andrejs Žagars przenosi opowieść z XV-wiecznej Hiszpanii na ziemie łotewskie z czasów I wojny światowej.
Tytułowy Trubadur – Manrico, jest tym razem nie średniowiecznym rycerzem, lecz żołnierzem walczącym ze swym pułkiem, dla którego pierwowzorem był pierwszy, walczący przeciwko Rosji i Prusom, łotewski batalion.
Niestety, pomimo prób, nie udało się reżyserowi ukryć niedoskonałości libretta, które były wytykane Verdiemu. Scenografia nie do końca dobrze dobrana do wydarzeń, jakie miały miejsce na scenie, potęgowała poczucie braku spójności w całej tej historii.

Fot. 3 "Trubadur" - Opera WrocławskaFot. 3 "Trubadur" - Opera Wrocławska

Zachrypnięty Trubadur

Ta premiera nie była szczęśliwa dla Kristiana Benedikta, odtwórcy roli Manrica. Już na samym początku, gdy ukryty trubadur śpiewa dla swej ukochanej, nawet niewprawne ucho mogło wyłapać nieczyste dźwięki. Problem z głosem był na tyle poważny, że w III akcie został zastąpiony przez Igora Stroina.
Swym świetnym głosem porwał zaś publiczność Stanisław Kuflyuk, grający rolę okrutnego Hrabiego de Luny. Choć postać hrabiego miała zostać ukazana jako człowiek szarpany wielkimi i sprzecznymi emocjami, mnie osobiście nie przekonała.

Fot. 4 "Trubadur" - Opera WrocławskaFot. 4 "Trubadur" - Opera Wrocławska

Dominacja kobiet

Zdecydowanie lepiej wypadły role kobiece. Joanna Parisi jako młodziutka Leonora, pomimo początkowych niedociągnięć świetnie poradziła sobie w tej roli, w ostatnim akcie całkowicie urzekając publiczność.
Na specjalną uwagę zasługuje tutaj na pewno Jadwiga Postrożna grająca cygankę Azucenę. Nie tylko świetnym głosem lecz również z umiejętnościami aktorskimi, potrafiła jak nikt na scenie przekazać tragizm opowieści.

Fot. 4 "Trubadur" - Opera WrocławskaFot. 4 "Trubadur" - Opera Wrocławska

Sprzeczne emocje

Wychodząc z opery targały mną sprzeczne emocje. Sama idea umieszczenia akcji w tak dobranym miejscu i czasie była ciekawa, choć nie udało się tego odpowiednio zrealizować. Znaczny wpływ miała tu nie zbyt udana warstwa wizualna, co w operze ma również niezwykłe znaczenie.
Na pewno warto było przyjść na spektakl, by wysłuchać doskonałej muzyki Verdiego i obejrzeć występ tych dwóch znakomitych artystek.

Joanna Kobylińska
Zdjęcia: materialy prasowe ESK 2016.